Z jakich powodów rodzice najczęściej decydują się na noszenie w chuście?

Tych powodów jest naprawdę bardzo dużo. Najczęściej jednak to po prostu szukanie sposobu na ograniczenie płaczu dziecka. A płacz ten może mieć różne podłoże. W pierwszych trzech miesiącach życia dziecko przeżywa tak zwany czwarty trymestr. Jest to moment, kiedy aklimatyzuje się do nowych warunków. W sposób szczególny wtedy dąży do bliskości z rodzicem, uspokaja się w warunkach podobnych do tych panujących w brzuchu mamy: bicie serca, kołysanie, znajomy zapach i głosy. Takie warunki zapewniamy nosząc dziecko w chuście, co powoduje, że się uspokaja i wycisza. Jednocześnie poznaje świat w poczuciu bezpieczeństwa i w swoim tempie. Zdarza się dość często, że powodem niepokoju są problemy z brzuszkiem. Także i tu idealnie sprawdzi się chusta, w której pozycja oraz masaż brzuch do brzucha pomagają rozwiązać te problemy, a tym samym przywrócić spokój całej rodzinie. Coraz częściej na to rozwiązanie decydują się rodzice wcześniaków, chcąc tym zrekompensować straty spowodowane przedwczesnym porodem. Chustonoszenie będzie tu miało aspekt terapeutyczny, przy jednoczesnym wspomaganiu rozwoju układu neurologicznego i nerwowego wcześniaka.

Czy bliskość to największa zaleta chustonoszenia?

Dla każdego zapewne będzie to coś innego. Ja jednak uważam, że największą zaletą chustonoszenia jest możliwość jednoczesnego zaspokojenia potrzeby bliskości dziecka oraz wolnych rąk noszącego. Szczególnie przy pierwszym dziecku, kiedy rodzice dopiero uczą się funkcjonowania w nowych warunkach, to połączenie jest szczególnie pomocne. Znacznie ułatwia pogodzenie domowych obowiązków, przygotowanie posiłku, wyjście z psem na spacer. Niewątpliwie jednak przy konieczności zajęcia się starszym dzieckiem, będzie to znaczne udogodnienie. Gotowanie, zabawa czy spacer na plac zabaw nie powodują tylu frustracji gdy młodszy maluch śpi spokojnie blisko mamy. Starszak nie czuje się odrzucony, mama zaspokaja potrzeby dzieci i swoje.  Dodatkowo w chuście łatwiej pokonać bariery architektoniczne (wysokie piętro bez windy, duża ilość schodów na osiedlu itp.)

Czy pionowa pozycja dziecka w chuście nie wpływa negatywnie na jego kręgosłup?

Przy tym pytaniu warto sobie uświadomić, że pozycja pionowa, a spionizowanie to dwie odrębne rzeczy. Przy spionizowaniu głowa opiera się na szyi. W przypadku noworodka czy niemowlaka, który nie trzyma jeszcze samodzielnie głowy, jest to niewskazane ponieważ zbytnio obciąża kręgosłup. W prawidłowo zamotanej chuście, mimo że dziecko jest ułożone pionowo, to jego głowa opiera się na noszącym, dzięki czemu unikamy spionizowania. Dodatkowo wspiera nas tutaj podwinięcie miednicy, wymuszające oparcie głowy oraz zapewniające prawidłową, fizjologiczną pozycję stawu biodrowego. Odpowiadając na pytanie: prawidłowo zamotana chusta nie wpływa negatywnie na kręgosłup dziecka.


zdjęcie rodziny w małym zielonym kole
Polecane przez rodziców:
izotoniczny roztwór z chlorku sodu dla dzieci od pierwszych dni życia
nie zawiera konserwantów
wieloaspektowe zastosowanie - do inhalacji, do higieny oczu, nosa i uszu oraz do oczyszczania ran
objawowo łagodzi katar
NEBU-dose Isotonic

Wady, czy jednak same zalety?

Najwięcej wad ma noszenie w chuście nieprawidłowo zamotanej. Począwszy od niewłaściwej pozycji zaburzającej prawidłowy rozwój, przez możliwość zbyt silnego ucisku na naczynia krwionośne, powodujące zaczerwienienie czy sinienie, a kończąc na niezadowoleniu malucha z powodu niewygodnego ułożenia. Między innymi z tego powodu tak ważne jest skorzystanie z pomocy doradca noszenia przy nauce motania. Nieprawidłowo zamotana chusta to także przyczyna niekomfortowego samopoczucia noszącego – wpływa na to wymuszanie nieprawidłowej postawy lub próba kompensacji błędów motania w pozycji ciała, czego konsekwencją może być ból kręgosłupa. Z pomniejszych wad wymieniłabym odczucie ciepła, szczególnie latem przy wyższych temperaturach na zewnątrz. Jak dotąd nie wymyślono jeszcze chust klimatyzowanych, a dwa ciała przewiązane materiałem ogrzewają się wzajemnie. Jeśli jesteśmy przy pogodzie, to zimą możemy natrafić na trudność wyjścia z dzieckiem w chuście na zewnątrz – zbyt duża ilość ubrań i motanie może okazać się demotywujące. Minusem tego rozwiązania jest też brak miejsca na zakupy. Jeśli na spacer wybierzemy się w niemowlakiem w chuście, to noszenie dziecka i toreb może być niewygodne.

Czy nieprawidłowe motanie to jedyny błąd, jaki popełniają rodzice? Na co jeszcze powinniśmy uważać?

W jednym zdaniu można odpowiedzieć, że największym błędem jest nieskorzystanie z fachowej pomocy doradcy noszenia. Uczenie się z filmików czy instrukcji powoduje wiele niedociągnięć w motaniu, a tym samym może powodować szybkie zniechęcenie i uznanie, że to nie dla nas. Doradca Noszenia przed spotkaniem zbiera obszerny wywiad o rozwoju dziecka, ograniczeniach ruchowych oraz problemach z kręgosłupem noszącego. W kwestionariuszu pojawiają się również pytania o główny powód noszenia i cel, jaki mają noszący. Na tej podstawie dobiera odpowiednie motanie, a także, co niezwykle istotne, odpowiednią do rozmiaru dziecka, rodziców i motania, długość chusty. Samodzielny wybór może okazać się nietrafiony a zbyt długa czy zbyt krótka chusta może uniemożliwić prawidłowe zamotanie. Reasumując: bez fachowej pomocy łatwo o nieprawidłowy, niedostosowany wybór wiązania i nieodpowiedni dobór chusty, jej długości czy składu.

A co ze słynnym: „Nie noś, bo przyzwyczaisz”?

Tutaj pewnie większość dozna szoku, bo rodząc się już jesteśmy przyzwyczajeni do noszenia.

Przez cały okres ciąży dziecko jest noszone przez mamę w brzuchu, odczuwa bujanie w trakcie chodzenia, zmiany pozycji. Dlatego też w trakcie pierwszych miesięcy, ta bliskość będzie dla niego szczególnie przyjemna i znajoma.

Milena Bijata

Wraz z upływem czasu, gdy zacznie coraz bardziej poznawać i interesować się otoczeniem, a w szczególności w momencie eksplorowania przez pełzanie, raczkowanie i chodzenie, chęć przebywania w chuście będzie coraz mniejsza. Nadal bliskość będzie pożądana w przypadku senności, złego samopoczucia, choroby czy chęci uspokojenia, ograniczenia ilości bodźców. Z moich obserwacji wynika, że bardziej do noszenia przyzwyczajają się rodzice – łatwiej zapanować nad dzieckiem mając je „przywiązane” do siebie, niż nadążyć za ciekawskim roczniakiem, zaglądającym w każdy kąt. Prawidłowo rozwijającego dziecka nie da się przyzwyczaić do ciągłego noszenia.