Karmienie piersią? Oczywiście!
Karmienie piersią zawsze wydawało mi się czymś absolutnie naturalnym i oczywistym. Podobnie jak moje znajome, z którymi rozmawiałam już długo po tym, gdy skończyłam karmić, wierzyłam, że zarówno maluszek, jak i mama, od początku wiedzą co robić.
Nie zdawałam sobie sprawy, jak trudna może być to droga, bo nikt w moim otoczeniu o tym nie mówił.
Jedyne, co czasami przewijało się w relacjach innych kobiet, to informacje o bólu, który łagodziły chłodne kompresy i okłady z kapusty. Na to byłam teoretycznie przygotowana – teoretycznie, bo wydaje mi się, że do końca nie da się na to przygotować, dopóki się tego nie doświadczy – ale w ogóle nie brałam pod uwagę np. problemów z brakiem pokarmu.
Kiedy byłam w pierwszej ciąży i ktoś pytał mnie, czy będę karmić piersią, z całkowitym przekonaniem odpowiadałam, że tak. Nie myślałam nawet o alternatywach, bo i po co, skoro to najlepsze, najwygodniejsze i co najważniejsze naturalne rozwiązanie. Okazało się jednak, że rzeczywistość nieco zweryfikowała moje plany.
💛Długie karmienie piersią? Poznaj historię laktacyjną mamy, która karmiła ponad 2. lata
Karmienie piersią nie zawsze jest proste
W pierwszych dniach po porodzie wszystko wyglądało dobrze. Położne pokazały mi, jak przystawiać córkę, a malutka dobrze radziła sobie ze ssaniem. Niestety po pierwszej wizycie pediatrze nie podobał się przyrost wagi – był zbyt mały.
Wtedy zaczęła się walka o laktację.
Celowo używam słowa walka, bo to jedyne określenie, które wydaje mi się odpowiednie.
Dbałam o dietę, zwiększyłam spożycie wody do kilku litrów na dobę, starałam się nie stresować, a nawet próbowałam metod polecanych przez moje babcie i nic z tego nie wynikało.
Po konsultacjach dostałam zalecenie, żeby używać laktatora w przerwach między karmieniami i odciągać pokarm. Z jednej strony próbowałam więc karmić piersią, a z drugiej co chwilę tkwiłam z laktatorem w ręku, co okazało się bardzo obciążające fizycznie i psychicznie.

Efekt nadal był mizerny, bo niewiele się odciągało, a laktacja nie chciała się rozkręcić. Takie kombinowane karmienie – pierś plus butelka z tym, co udało się uzyskać – trwało łącznie przez ponad dwa miesiące. Gdy mała skończyła trzy miesiące, musiałam zupełnie zrezygnować z karmienia piersią, bo laktacja się zatrzymała.
Poczułam, że poniosłam porażkę.
Tak jak pisałam wyżej, karmienie piersią uważałam za coś naturalnego i bardzo trudno było mi się pogodzić z tym, że nie będę karmić nawet do szóstego miesiąca życia córki. Czułam się naprawdę fatalnie. Długo trwało zanim zrozumiałam, że nie robię małej krzywdy, podając jej mleko modyfikowane. Wróciłam do równowagi dopiero wtedy, gdy przyrosty się poprawiły, a córka stała się spokojniejsza, bo wreszcie jadła naraz tyle, ile potrzebowała, bez konieczności zmiany piersi na butelkę w trakcie karmienia.
Problem z laktacją?
Druga szansa, druga nadzieja
Gdy dowiedziałam się, że jestem w drugiej ciąży, pomyślałam, że tym razem to już musi się udać. Mam doświadczenie, zdaję sobie sprawę, jak może być trudno, będę przygotowana, więc na pewno wszystko skończy się lepiej niż za pierwszym razem.
Od razu kupiłam podwójny laktator, zapas produktów pobudzających laktację, ale i – na wszelki wypadek – butelkę i małe mleko modyfikowane, żeby w razie czego dokarmić maluszka.
Tym razem jednak w pierwszych dniach nie było najlepiej, bo córka zbyt dużo traciła na wadze. Już w szpitalu dostała butelkę, ale ja i tak wierzyłam, że będzie dobrze. Niestety ponownie, jak mówiła doradczyni laktacyjna, laktacja opornie się rozkręcała. I znowu, wtedy jeszcze szybciej niż po pierwszym porodzie, zaczęła się walka o karmienie piersią. Laktator, chociaż wygodniejszy, bo podwójny, działał kilkanaście razy na dobę, a malutka mimo to nie przybierała zgodnie z oczekiwaniami.
Pediatra zaleciła dokarmianie mlekiem modyfikowanym, więc już w drugim miesiącu życia przeszłyśmy na karmienie mieszane, które kontynuowaliśmy do ukończenia trzeciego miesiąca. Potem laktacja była tak słaba, że w zasadzie musiałam przestać walczyć, bo to nie miało sensu. Wtedy przyjęłam to znacznie spokojniej niż przy pierwszej córce, chociaż nadal było mi przykro, że wszystkie kobiety dookoła mnie karmiły piersią, a ja nie mogłam.
Moja historia laktacyjna pokazuje, że czasami karmienie piersią wiąże się z trudnościami, których nie da się przezwyciężyć.
Najważniejsze jednak jest to, aby dziecko było najedzone i dobrze przybierało na wadze. Jeśli wiąże się to z koniecznością podawania mleka modyfikowanego, bo ciało mamy nie produkuje wystarczającej ilości pokarmu, z jednej strony warto zrobić wszystko, aby pobudzić laktację, a z drugiej zaakceptować fakt, że tak może się zdarzyć i to jest w porządku.
















